Na tym polu w rejonie Hadeland kilkudziesięciu polskich pracowników sezonowych zbierało tego lata truskawki.
Paulina Fima (20 l.) przyjechała do Norwegii w nadziei na zarobki znacznie wyższe niż te, na które mogłaby liczyć w Polsce.
Niestety, rzeczywistość okazała się inna.
Pracę przy zbiorze truskawek zakończyła w asyście adwokata i organizacji humanitarnej.

Dwa tygodnie pracy przy zbiorze truskawek – 1807 koron norweskich

  • Martin S. Folkvord
  • Stella Bugge
  • Bjørn Haugan
  • Terje Bringedal (foto)
  • Jørgen Braastad (foto)
  • Mattis Sandblad (foto)

30 czerwca: Paulina Fima (20 l.) właśnie skończyła rozmawiać przez telefon. Dzwoniła z opuszczonego ośrodka wczasowego w rejonie Hadeland. Płakała.

W ostatnich dniach odbyła kilka takich rozpaczliwych rozmów z mieszkającą w Polsce matką. Była przerażona.

Paulina, jej chłopak Eryk Jakubowski (20 l.) oraz trójka ich przyjaciół przyjechali do Norwegii w przekonaniu, że za pieniądze zarobione przez cztery tygodnie pracy przy zbiorze truskawek będą mogli w Polsce spełnić swoje marzenia.


Stawka godzinowa podana w umowach, które otrzymali, wynosiła 123 korony norweskie (NOK).

To trzy razy więcej, niż wynosi minimalna stawka godzinowa w Polsce.

Ale Paulina i jej znajomi czują się oszukani. Na miejscu dowiedzieli się, że jednak nie będą otrzymywać wynagrodzenia w przeliczeniu na godziny pracy – jak twierdzili później w rozmowie z dziennikiem VG.

Zamiast tego mieli otrzymywać zapłatę za kilogram zebranych truskawek.

Potwierdzają to paski wypłat, rozmowy w mediach społecznościowych i dwanaście innych osób pracujących na plantacji.

Praca jest ciężka, a pola niezbyt urodzajne. Paulina, jej chłopak i przyjaciele nie byli w stanie zebrać wystarczającej ilości truskawek, żeby w godzinę zarobić 123 korony.

Zrozumiała, że ​​to lato nie będzie takie, jak sobie wyobrażali.

Chciała wrócić do domu. Ale nie miała pojęcia, jak to zrobić.

Miesiąc wcześniej znajomy Pauliny, Dominik, trafił na ten post na Facebooku:

Napisała go Kinga Guzik, Polka, która przez osiem lat była brygadzistką na plantacji truskawek Geira Hæhre.

Na początku ani Paulina, ani jej chłopak nie byli zainteresowani.

Jednak, gdy zobaczyli rozmowy Dominika z Kingą Guzik na Messengerze, zmienili nastawienie:

Guzik wyjaśniała, że ​​minimalna płaca wynosi 123 korony za godzinę, ale otrzymają 12–14 koron za kilogram, jeśli wartość ich zbiorów przekroczy wysokość stawki godzinowej.
Są tacy, co zbierają 200 kg dziennie – przekonywała brygadzistka.
Wkrótce przysłano im umowy. Dokumenty potwierdzały, że stawka godzinowa wynosi 123,15 NOK.
W umowie, w części „dodatkowe informacje”, wspomniano również o kwocie od 12 do 14 koron za kilogram oraz o tym, że „w 1 godzinę trzeba zebrać min. 12 kg”.
Paulina twierdzi, że razem ze znajomymi zinterpretowali to w sposób następujący: jeśli w trakcie godziny zbiorą więcej niż 12 kilogramów, otrzymają wynagrodzenie za pracę na akord, jeśli jednak zbiorą mniej, dostaną stawkę godzinową.

Chłopak Pauliny, Eryk Jakubowski, i ich wspólny przyjaciel Dominik wierzyli, że w Norwegii mogą zarobić 40 tys. miesięcznie.

Marzyli o kupnie używanego samochodu. Eryk chciał kupić mercedesa.

Paulina nie wierzyła w tak duże zarobki, na jakie liczyli jej chłopak i przyjaciel, ale stawka godzinowa i tak wydawała się kusząca.

W Krakowie mieszka razem z matką. Polska pensja nie pozwala jej na samodzielne wynajęcie mieszkania.

Marzy o założeniu organizacji, która pomagałaby ludziom w potrzebie. Uważa, że ​​praca sezonowa w Norwegii może zapewnić jej potrzebne do tego środki.

Zdecydowali się na wyjazd.

Masz informacje o warunkach pracy imigrantów lub pracowników sezonowych w Norwegii? Skontaktuj się z dziennikarzem VG. Jeśli chcesz, możesz zachować anonimowość.

Paulina Fima, jej chłopak i przyjaciele przyjechali do Norwegii 26 czerwca.  Około godziny 23 dotarli do opuszczonego ośrodka wczasowego.

Wcześniej przesłano im zdjęcia domu, w którym mieli mieszkać.

To, co zobaczyli na miejscu, okazało się być mniej idylliczne.

– Byłam w szoku, gdy zobaczyłam budynek, w którym mieliśmy mieszkać. Wyglądał okropnie – relacjonuje Paulina.

– Mieszkaliśmy w piątkę w bardzo ciasnym pokoju. Kuchenka nie działała.  Nie było bieżącej wody. W środku globalnej pandemii nie mogliśmy nawet umyć rąk we własnym pokoju.

To zdjęcie zostało im wysłane przed przyjazdem.
Te zdjęcia zrobili sami po przyjeździe.

Następnego dnia musieli wstać o godzinie 04.00.

Autobus, który zabierał ich oraz innych zagranicznych pracowników sezonowych na pole truskawek, odjeżdżał o 4.30 rano.

Dziesięciodniowa kwarantanna, która nadal obowiązywała z powodu koronawirusa, nie była przestrzegana.

– Pierwszego dnia pracowaliśmy od piątej rano do czwartej po południu. Brygadziści stali, wrzeszczeli na nas i krzyczeli, że powinniśmy pracować ciężej – opowiada Paulina.

VG skontaktował się łącznie z dwunastoma Polakami, którzy pracowali dla Geira Hæhre.

Wszyscy opowiadali o dniach, w których zbiory trwały znacznie dłużej niż osiem godzin, które w umowie określono jako standardowy czas pracy.

Na liście, którą prowadził zatrudniony na plantacji Norbert Winiarski, widnieją dwie daty, w których praca trwała 15 godzin. Takich wydłużonych dni roboczych było jednak więcej.

Dla Pauliny Fimy długie dni w pracy nie były największym zaskoczeniem.

Jak twierdzi, prawdziwym szokiem była informacja, że nie będzie otrzymywać zapłaty za godziny, jak było to określone w umowie.

Zamiast tego miała zarabiać 12-14 koron za kilogram, bez względu na to, jak dużo truskawek zbierze.

– Pierwszego dnia zebrałam 40 kilogramów w 11 godzin. Wyszło na to, że zarabiałam 43 korony na godzinę – mówi Paulina.

W norweskim rolnictwie płacenie pełnoletniemu pracownikowi stawki godzinowej niższej niż 123 NOK jest nielegalne.

Wszystkich pozostałych jedenaścioro pracowników plantacji, z którymi rozmawiali dziennikarze VG powiedziało, że płacono im za kilogram zebranych truskawek.

Wielu z nich już przed przyjazdem do Norwegii wiedziało, że nie otrzymają stawki za godzinę, a ich wynagrodzenie będzie naliczane na podstawie tego, ile uda im się zebrać.

Twierdzą jednak, iż wmawiano im, że zarobienie więcej niż 123 NOK na godzinę nie będzie problemem.

W rozmowie z VG ujawniają, że ich zarobki nigdy nawet nie zbliżyły się do obiecanej kwoty.

Pasek wynagrodzeń jednego z pracowników pokazuje, że ​​po 14-dniowym pobycie otrzymał on w sumie 1807 koron. Uwzględniono w nim zaliczkę w wysokości 200 koron, potrącony podatek i czynsz w wysokości 70 koron dziennie.
Dokument nie zawiera informacji o liczbie przepracowanych godzin ani o sposobie naliczania wynagrodzenia.

Dziennikarze VG widzieli paski wynagrodzeń pięciu innych pracowników sezonowych, zatrudnionych na tej samej plantacji. Wszystkie dokumenty zawierają podobne kwoty.

Mężczyzna, któremu zapłacono 1807 koron mówi, że przepracował dla Hahehre 62,5 godziny.

Przy stawce godzinowej wynoszącej 123 NOK, za 62,5 godziny pracy powinien zarobić 7687 korony.

W mediach społecznościowych brygadzistka Kinga Guzik kilkakrotnie pisała, że ​​nie chodzi o stawkę godzinową, tylko o kwotę za każdy zebrany kilogram, czyli tzw. pracę na akord.

Portal FriFagbevegelse już wcześniej opisywał warunki, jakie Hæhre zapewnia swoim pracownikom sezonowym. Mężczyzna stwierdził wówczas, że na jego plantacji nikt nie zarabia mniej niż 123 korony za godzinę.

Dziennikarze VG spytali Hæhre, dlaczego paski wynagrodzeń pokazują tak niskie kwoty, jego własny przełożony pisze w mediach społecznościowych, że jest to praca na akord, a dwanaście osób, które dla niego pracowały, twierdzi, że nie płaci stawki godzinowej.

Hæhre odmówił komentarza. Nie odpowiada też na żadne inne pytania dziennikarzy VG.

Stwierdza, że powodem odmowy jest to, iż wiele z podanych informacji jest niezgodnych z prawdą.

Dziennik VG poprosił Hæhre o sprecyzowanie, które z nich są nieprawdziwe. Mężczyzna nie odpowiedział.

Brygadzistka Kinga Guzik nazywa zarzuty „jednym wielkim kłamstwem” i nie chce komentować sprawy.

Wiele osób zatrudnionych na plantacji, z którymi rozmawiało VG, odpowiada na komentarz Hæhre dla portalu FriFagbevegelse, z którego wynika, że wszyscy pracownicy otrzymują stawki godzinowe.

– Płacono nam za kilogram – mówi Bartek Sarna (20).

Było tak wiele zgniłych truskawek, które trzeba było wyrzucić, że nie można było zebrać ich wystarczająco dużo, aby praca była opłacalna – dodaje.

– Tylko spójrzcie na mój pasek wynagrodzenia – mówi Konrad Wojtowicz w odpowiedzi na zapewnienia Geira Hære.

Według jego własnych notatek, zanim zrezygnował z pracy, na polu w ciągu pięciu dni spędził 49,5 godziny.

Pasek wynagrodzenia, który podpisał przed wyjazdem wskazuje, że otrzymał wynagrodzenie w wysokości 2096,50 koron.


Paulina Fima, jej chłopak i przyjaciele byli załamani już po pierwszym dniu na plantacji.

Już wieczorem tamtego dnia byli zgodni, że muszą wkrótce wyjechać. Zaczęli szukać innej pracy w Norwegii.

Dwa dni później Paulina wysłała ​​takiego maila do potencjalnego pracodawcy:

Drugiego dnia nie pracowali z powodu złej pogody.

Trzeciego dnia wrócili na pole. Kiedy skończyli pracę, zmęczenie było już mocno odczuwalne.

Zarówno Paulina, jak i pozostali mówili, że po kolejnych 11 godzinach zbierania truskawek odczuwali ból pleców.

Dziewczyna miała objawy przeziębienia. Jej nogi były pełne siniaków, ponieważ nie wiedziała, jak powinna siedzieć podczas zbiorów:

Zdjęcie zostało zrobione dzień po odejściu Pauliny Fimy z pracy przy zbiorze truskawek.

Następnego dnia, 30 czerwca, nadal odczuwała ból. W dodatku padał deszcz. Dlatego zdecydowali się nie pracować.

To sprawiło, że razem z chłopakiem musieli odbyć rozmowę z plantatorem Geirem Hæhre, relacjonuje Paulina.

– Był bardzo agresywny i powiedział: „Nie obchodzi mnie, czy jesteś chora, czy pada deszcz, i tak powinnaś pracować” – opowiada.

Po tej rozmowie postanowiła jak najszybciej opuścić plantację.

Niestety nie wiedziała, jak ma to zrobić.

Miejsce znajduje się głęboko w lesie, nie znają kraju i nie mają dużo pieniędzy.


Paulina zdecydowała się zadzwonić do polskiej ambasady, która skontaktowała ją z prawniczką Gracją Skallerud.

– To, co powiedziała o warunkach pracy w tym miejscu, wydawało się niepokojące.  Wyszłam od razu z biura i wsiadłam do samochodu – relacjonuje prawniczka w rozmowie z VG.

Skallerud skontaktowała się z Agnieszką Wyrzycką, która jest związana z organizacją humanitarną Caritas. Dwie godziny później do opuszczonego ośrodka przyjechały trzy samochody z Oslo.

Stamtąd młodzi ludzie pojechali do tak zwanej „kryjówki”, którą Armia Zbawienia prowadzi pod tajnym adresem.

Mieszkali tam dwa dni. Potem polecieli do domu, do Krakowa.

Od lewej: Dominik Stachowski, Wiktor Blach, Gracja Skallerud, Paulina Fima, Eryk Jakubowski i Jakub Soja.

„Kryjówka” i powrót do domu.

Bilety lotnicze opłaciła Armia Zbawienia – opowiada pracowniczka socjalna fundacji Aleksandra Czech.

Prawniczka Gracja Skallerud zgłosiła sprawę na policję.

W dniu 8 lipca norweska Państwowa Inspekcja Pracy, urząd skarbowy i policja odbyły wspólną kontrolę na polu truskawek Geira Hæhre.

Komisarz Heidi Fuglehaug z komendy policji w Gran twierdzi, że raport z kontroli ma być gotowy dopiero we wrześniu.

Od lewej: Dominik Stachowski, Eryk Jakubowski, Paulina Fima, Wiktor Blach i Jakub Soja.

Plantacja Geira Hæhre nie jest jedynym miejscem, w którym zagraniczni pracownicy sezonowi nie otrzymują tego, co im obiecano.

Przemysł rolniczy jest znany z problemów związanych z wykorzystywaniem zagranicznej siły roboczej.

Z tego powodu minimalna stawka godzinowa za pracę w tym sektorze jest określona ustawowo i wynosi 123 korony. W większości innych branż wysokość płac nie jest regulowana przez prawo.

W ubiegłym roku, w okręgu Sogn og Fjordane, obywatel polski został oskarżony o handel ludźmi, którego ofiarami było 30-40 pracowników sezonowych.

To niskie płace, długie dni robocze i złe warunki mieszkaniowe skłoniły policję do postawienia zarzutów za naruszenie przepisów dotyczących handlu ludźmi  – powiedział wówczas Bernt Dahlsveen, radca prawny komendy policji w rejonie Vest.

Sprawa nie została jeszcze skierowana do sądu.


To, że jest wiele problemów z niskimi płacami i złymi warunkami pracy w sektorze rolniczym, może wynikać z tego, że rekrutuje się w nim pracowników sezonowych – mówi Lars Mamen.

Mamen jest dyrektorem generalnym organizacji Fair Play Bygg, która działa przeciwko dumpingowi pracowniczemu w branży budowlanej.

Organizacja była również zaangażowana w zgłaszanie przypadków naruszania przepisów także w innych branżach. To właśnie Mamen jako pierwszy powiadomił centrum ds. walki z przestępstwami w środowisku pracy (A-krimsenteret) o sprawie plantacji truskawek Geira Hæhre.

– Pracownicy sezonowi przebywają w Norwegii tylko przez krótki czas, co utrudnia zmianę pracy. Ponieważ nie znają zasad panujących w tym kraju, wielu próbuje ich oszukać, oferując warunki pracy i płace sprzeczne z norweskim prawem – mówi Mamen.

Dodaje:

– Obawiam się, że ci młodzi ludzie to tylko wierzchołek góry lodowej.

Mamen dostrzega jednak pewne pozytywy w historii Pauliny Fimy, jej chłopaka i przyjaciół.

– Wyraźnie widać, że polska młodzież nie będzie się godzić na wszystko. Ci młodzi ludzie byli świadomi tego, jakie mają prawa, a gdy tych praw nie przestrzegano, przestali pracować i powiadomili odpowiednie służby. Dobrze zrobili.


Po powrocie do Polski Paulina i jej chłopak Eryk Jakubowski dostali nową pracę.

Eryk został elektrykiem. Pracuje dziesięć godzin dziennie, sześć dni w tygodniu.

Paulina dostała pracę na torze gokartowym.

Jest tam trzy razy w tygodniu, ale ma nadzieję, że po jakimś czasie będzie mogła pracować więcej.

Zarówno Paulina, jak i Eryk zarabiają na nowych stanowiskach około 40 koron na godzinę.

Na używanego mercedesa jak na razie ich nie stać.

Musi im wystarczyć fiat należący do matki Pauliny.

Według ich własnych obliczeń wynagrodzenie, jakie otrzymują w Polsce, jest nieznacznie niższe od tego, które dostawali za zbieranie truskawek dla Geira Hæhre.

Co Paulina sądzi o tym, że zarabia teraz mniej niż w Norwegii?

– Nie chodziło tylko o wynagrodzenie, chodziło o to, że nie dostaliśmy tego, co nam obiecano – mówi.

Para nie odrzuca jednak całkowicie perspektywy powrotu do Norwegii w celach zarobkowych, mimo że tego lata nic nie poszło zgodnie z planem.

– W przyszłości na pewno wszystko dokładnie sprawdzimy przed wyjazdem.

– I nie zgodzimy się na warunki inne niż te, które są opisane w umowie – dodaje Paulina.

Mer om

  1. Arbeidsinnvandring
  2. Jordbær
  3. Jordbruk
  4. Polen

Flere artikler

  1. Polske jordbærplukkere: Fikk 1807 kroner etter 14 dager

  2. Blir nok ikke billigere jordbær

  3. Tenåringsjenter fikk sin første sommerjobb takket være coronaen

  4. Her jobbet de for 63 kroner timen

  5. Underbetalte arbeidsinnvandrere bekymret for familien hjemme: – Jeg er redd og har angst

Fra andre aviser

  1. Fleire investerer i tilleggsnæringar: Bondebrør satsa på kjøtskjering

    Aftenposten
  2. – Jeg ble advart mot å ansette norsk ungdom

    Aftenposten
  3. Her er tallene som viser hvorfor tre nye land kan bli røde denne uken

    Aftenposten
  4. Bryr vi oss egentlig om Europa?

    Aftenposten
  5. Savnet kvinne antas omkommet ved Månafossen

    Aftenposten
  6. Å bekjempe vold mot kvinner burde være en selvfølge i Europa. Det er det ikke.

    Aftenposten

VG Rabattkoder

Et kommersielt samarbeid med kickback.no